Talking to you in English is like touching you with gloves.

Lauren Collins „When in French”

Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda związek z kimś, kto mówi w obcym języku? Albo inaczej z kimś, kto w ogóle nie mówi w waszym języku?

Ja przez długi czas rozważałam, na jakiej zasadzie budują się takie związki, i, co za tym szło, na czym w ogóle buduje się prawdziwa relacja, skoro w przypadku pary dwujęzycznej jesteśmy obdarci z takich darów (tak, dosłownie, darów), jak łapanie w locie żartów, rozumianych wyłącznie w obrębie konkretnego języka czy pewnego rodzaju skrótów myślowych, których wzajemne rozumienie zazwyczaj powoduje natychmiastowe budowanie pewnej nici porozumienia. A wszyscy wiemy, że na początku znajomości to właśnie te proste rzeczy są kluczowe. Do tego dochodzą jeszcze różnice kulturowe. A to tylko jedna partia trudności, bowiem, kiedy już uda nam się zbudować podwaliny relacji, przychodzą kolejne rozterki. O tym jednak później.

W ramach rozwikłania tej zagadki postawiłam na praktykę, czyli sama związałam się z obcokrajowcem. I chciałabym napisać, że teraz już wszystko wiem, rozumiem, na jakiej płaszczyźnie znajduje się rozwiązanie i pojęłam prawa, jakimi rządzi się bilingual love. Niestety, nic z tego. Moja relacja nie odpowiedziała na ani jedno nurtujące mnie pytanie. No, poza tym, że uzmysłowiła mi, że generalnie jest to możliwe.

Prolog

Pozwólcie, że dam wam szybki podgląd: mój poziom angielskiego był kiepski, jeżeli chodzi o żywą komunikację. Miałam ogromną barierę i poświęcałam za dużo uwagi na zastanawianie się, jakich form i czasów gramatycznych użyć. Potrafiłam prowadzić small talk, jednak dłuższe rozmowy stanowiły dla mnie walkę o przetrwanie. Gubiłam się w tych wszystkich konstrukcjach i usilnie trzymałam się dosłownego tłumaczenia z polskich zdań. Do tego dochodziły braki w słownictwie, więc ostatecznie nie miało to większego sensu, bo, mówiąc, i tak musiałam zmieniać utworzoną początkowo po polsku wypowiedź. Jednym słowem dramat. Wyobraźcie sobie, że spotykacie się z kimś i co drugie jej/jego słowo to przerywnik eeeeee, yyyyy, wspomagane słynnym OH, YOU KNOW!

Jeżeli chodzi o początek naszej relacji, to muszę poniekąd zbojkotować to, co napisałam we wstępie tego wpisu, ponieważ nie był on ani trochę trudny. Mój chłopak miał mnóstwo cierpliwości i zawsze brał na poważnie sklecane przeze mnie wypowiedzi. Udawał, że nie słyszał tych wszystkich błędów czy przejęzyczeń. I, co mnie najbardziej ujęło, zawsze wiedział, co chciałam powiedzieć i, kiedy ja już prawie padałam na polu bitwy, tak samo jak bateria w moim telefonie od używania słownika, on delikatnie sugerował zawsze trafną odpowiedź.

Największym problemem było to, co działo się w mojej głowie. Krótko mówiąc czułam się, jak idiotka.

Jak się to nazywa?

Na naszej drugiej radce poszliśmy do najstarszej księgarni w Dublinie. Krążyliśmy oboje między regałami, komentując napotykane po drodze książki i polecając sobie nawzajem różne tytuły. Wszystko szło świetnie, dopóki nie przeszliśmy do działu historycznego, a mnie nie zachciało się walnąć długiego wywodu na temat II wojny światowej. Przypominało to mniej więcej rzucenie się na głęboką wodę bez koła ratunkowego i nagłe uświadomienie sobie, że w sumie to nie umiem pływać. Już po chwili byłam tak zażenowana sobą, że przerwałam swój monolog i poinformowałam go, że lepiej będzie, jak mu po prostu wyślę link z Wikipedii czy coś.

Jak się to nazywa, nie wiem, jak to powiedzieć, co masz na myśli itp. były na porządku dziennym w pierwszych tygodniach naszej znajomości. Na szczęście on zawsze wierzył w moje zapewnienia, że ja naprawdę jestem mądra, tylko w innym języku ¯\_(ツ)_/¯.

Braki w słownictwie dosyć szybko udawało mi się jednak nadrobić albo ominąć, np. opisując dany wyraz. Największy problem pojawiał się, gdy rozmowa dotyczyła tematu, wymagającego znajomości specyficznego słownictwa. Miałam na przykład spory problem z wyjaśnieniem, na czym dokładnie polega moja choroba albo kiedy próbowałam opowiedzieć o właśnie czytanej książce, związanej z neuropsychologią. Natomiast jego pytania, skąd się biorą właściwości antybakteryjne miodu i dlaczego odstana przez noc woda z miodem jest lepsza, po prostu mnie zmiażdżyły. A ja tylko chciałam, żeby pił codziennie tę honey water.

Nie ukrywam, pierwsze miesiące to był koszmar dla mojej pewności siebie. Za każdym razem, kiedy otwierałam usta, by coś powiedzieć, czułam się, jak najgłupsza istota świata. Co mi z tego, że miałam wiedzę na jakiś temat, znałam odpowiedź na pytanie, skoro nie potrafiłam o tym rozmawiać? A kiedy już mi się udawało wysłowić, to i tak było to na bardzo niskim poziomie i uproszczone do granic możliwości.

Poznaj moich przyjaciół

Kolejnym wyzwaniem były spotkania towarzyskie z jego znajomymi. Na pierwszym z nich przez większość czasu totalnie nie miałam pojęcia, o czym rozmawiali. Mówili szybko i często używali slangu, którego nie potrafiłam rozszyfrować. W dodatku z natury jestem introwertyczką i mam potworny problem z odnalezieniem się w grupie, w której wszyscy się już znają. Miałam więc do przełamania dwie bariery psychiczną i językową. Na początku czułam ogromną niemoc. Przez to, że niewiele rozumiałam, czułam się, jakby mnie wcale tam nie było. I chociaż zarówno mój chłopak, jak i jego koledzy, bardzo się starali, żeby wyciągnąć mnie z tego letargu, miałam wrażenie, że samą siebie otaczałam coraz grubszym murem.

Szczerze mówiąc, patrząc wtedy na siebie z boku, kompletnie nie widziałam niczego, co mogłoby kogoś zaciekawić, przyciągnąć. Ogromnie wierzę w moc rozmowy i ekspresji siebie poprzez umiejętną wypowiedź, a w języku angielskim zostałam tego pozbawiona. Niezgrabność, a wręcz drętwość w posługiwaniu się tym językiem, doprowadziła do obniżenia mojej samooceny i poczucia bezsilności w wielu sytuacjach.

Porozmawiajmy o uczuciach

Prawdziwe schody, albo raczej prawdziwy ból tyłka po wdrapywaniu się na kolejne piętro zaczęły się w dniu, kiedy naszło nas na rozmowę o tym, co my właściwie do siebie czujemy. W jednym z artykułów o bilingwizmie przeczytałam kiedyś, że w języku dopiero nabywanym jest nam o wiele łatwiej wyrażać silnie nacechowane emocjonalnie słowa, takie jak przekleństwa czy wyznawanie miłości. Mogę się z tym totalnie utożsamić. Bardzo łatwo jest się rozpędzić, komunikując się w języku, którego nie czujemy. Dla mnie angielski jest językiem pustym, bez żadnego życia czy emocjonalnych konotacji. Nie było go przy mnie, kiedy uczyłam się wyrażać złość, radość, smutek, rozczarowanie czy zauroczenie.

Moja relacja postawiła mnie zatem pod ścianą, każąc mi się uzewnętrzniać za pomocą języka, który nigdy tego wnętrza nie dotknął. Ja natomiast budowałam najbardziej intymną relację, nie mając do tego odpowiedniego narzędzia. Jak miałam mówić o uczuciach do kogoś, jeżeli sama nie czułam wypowiadanych słów? Jedyne, czym wówczas dysponowałam, była sucha wiedza ze słownika. I właśnie ta znaczeniowa ślepota doprowadziła do kilku żenujących sytuacji, np. kiedy powiedziałam za dużo w jednej z najdelikatniejszych rozmów, jakie przeprowadza się w związkach.

A może właśnie ważniejsze od tego, co i jak mówiłam, było to, co chciałam powiedzieć?

Jest taki film Między słowami. Między bohaterami rodzi się niezwykła więź, chociaż pełno tam milczenia i niedopowiedzeń. Jednocześnie jednak oboje pokazują chęć przebywania ze sobą, gotowość do wspierania się nawzajem, a ich subtelne rozmowy idealnie dopasowują się do tego tła, tworząc, wspólnie z nim, piękną całość.

A może to jest tak, jak z tymi obcojęzycznymi piosenkami? Nie zawsze w pełni je rozumiemy, ale i tak dajemy się porwać bez reszty melodii.

6 komentarzy

  1. Też mój obecny mąż jest obcokrajowcem. Na szczęście mówi po polsku. Teraz już płynnie choć początki były ciężkie. Rozumiałam go doskonale ale czasem wymyślał bardzo śmieszne słowa. Można było z tego skomponować naprawdę bardzo ciekawy słownik nowych słów 🙂 on pomieszkał 4 lata w Polsce później wyjechaliśmy na dwa lata do Niemiec do jego kraju 🙂 wróciliśmy z powrotem. Co najlepsze to on chciał mieszkać w Polsce, a myślałam ze ja będę chciała wrócić 🙂 nie znalałam słowa po niemiecku. Pierwszy okres dla mnie był bardzo stresujący ale później zaczęłam traktować to jako wspaniała przygodę:-)

    1. Piękna historia, dziękuję, że się nią podzieliłaś <3 ja też wciąż wymyślam słowa po angielsku, jak nie mogę sobie przypomnieć albo nie wiem, haha. Właśnie, ten stres na początku potrafi nieźle namieszać i tyle rzeczy spada nagle na ciebie, ale z drugiej strony ma to w sobie tyle magii!

      Basia
    1. Tak, teraz widzę, że na płaszczyźnie związku nie jest to raczej problem, bo cóż… miłość rządzi się swoimi prawami 😀 największym problemem jest po prostu dostosowanie się do sytuacji, nauka pewnych rzeczy od początku, podczas gdy już raz się tego uczyłaś, czy właśnie to wyrażanie siebie poprzez inny język.

      Basia
  2. mój chłopak jest Filipińczykiem, więc jesteśmy związkiem 3-języcznym. 😂 ale on uczy się powoli polskiego (tutaj mieszkamy), a ja uczę się języka tagalskiego. ☺️ rozmawiamy po angielsku, czasem próbujemy – ja tagalog, on polski. 😁 jesteśmy razem ponad rok i na początku też miałam wątpliwości. mój angielski był kulawy, ale i on bez przerwy myli SHE z HE. 🙈 wiedziałam jednak, że bez tego nie stworzymy relacji. zaczęłam szkolić swój angielski, oglądamy razem dużo filmów, więc czasami potrafię złapać i slang. jest ciężko, zwłaszcza jak wchodzą tematy, gdzie trzeba użyć właśnie specjalistycznego języka. staram się tłumaczyć jak tylko umiem, zmieniam słowa albo po prostu szukam w słowniku jak mam czas. w ten sposób zwiększa się też mój zasób słownictwa. jest też problem jak idziemy do moich znajomych, bo nie wszysycy znają angielski, a ja nie jestem w stanie dosłownie przetłumaczyć mu wszystkiego, jednak nie poddajemy się. przed nami jeszcze dużo czasu, pracy, trudności. to najlepszy chłopak, jakiego do tej pory spotkałam. w życiu nie oddałabym tego mojego złotego serduszka nikomu tylko dlatego, że jest bariera językowa. moja mama też jest w nim zakochana, chociaż śmieje się, że ona po angielsku zna tylko ‚sex’ i ‚driver’. 😂 jak się chce to wszystko można. ☺️ życzę szczęścia wszystkim zakochanym parom, niezależnie od języka, narodowości i kultury. ❤️

    Karolina
    1. O ranyyyy <3 dziękuję pięknie za Twój szczery komentarz! <3 U Was na pewno dochodzi jeszcze różnica kulturowa, więc w ogóle super mix 😂 <3 ale cudownie, że on próbuje także z polskim, musi być przeuroczy!
      Haha, ja mam dokładnie taki sam problem z he i she, kiedy coś opowiadam, a mój biedny chłopak zawsze dzielnie stara się nadążać 😂 i mam dokładnie tak samo, jak Ty - to mój najlepszy, najukochańszy chłopak, przyjaciel i w ogóle człowiek <3 szczęścia, Kochani!

      Basia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *