fbpx

Historia walentynek – od krwawych obrzędów do jednego z najbardziej skomercjalizowanych świąt

Kupidyn, czekoladki w kształcie serc, wszechobecna czerwień w witrynach sklepowych i brak stolików we wszystkich restauracjach w mieście – wszyscy z pewnością znamy ten okres w lutym. Historia walentynek nie jest do końca jasna, ale w przeszłości możemy upatrywać kilku wydarzeń, które mogły być składową tego, jak powie wielu z Was, komercyjnego święta.

Rzymskie obrzędy, czyli podrygi Święta Zakochanych

Według historyków historia walentynek może być powiązana z rzymskim świętem o nazwie Luperkalia. Było ono poświęcone bogowi Luperkusowi, którego zadaniem była ochrona pasterzy przed wilkami. 

źródło

Święto to obchodzone było od 13 do 15 lutego, a zatem „nachodziło” na obecne walentynki. Dodatkowo obrzędy nawiązywały także do kultu płodności, co być może było składową tego, że 14 lutego to dziś Święto Miłości. 

Luperkalia wymagały składania ofiar w postaci kóz i psów. Koza była symbolem płodności, pies natomiast miał oznaczać łagodniejszą wersję wilka. Po złożeniu ofiary kapłani nakładali na siebie skóry z zabitych zwierząt, a z reszty tworzyli coś w rodzaju biczy, którymi uderzali mieszkańców Rzymu. Bardzo chętnie poddawały się temu kobiety, ponieważ, według wierzeń, takie uderzenie miało zwiastować płodność w nadchodzącym roku. Następnie mieszkańcy Rzymu łączyli się w pary (i nie tylko), oddając się seksualnej rozpuście przez kolejne dni Luperkalii. Mogło się zdarzyć również tak, że para wykreowana podczas Luperkaliów zostawała ze sobą w związku na dłużej.

Walentynki – skąd ta nazwa?

No dobrze, ale skąd ten Walenty? Uważajcie, bo ta historia przy odrobinie empatii sprawi, że już nie popatrzycie na walentynki w ten sam sposób.

W wierze chrześcijańskiej było kilku św. Walentych, ale jeżeli chodzi o 14 lutego, to jest historia, najbardziej pasująca do całej układanki. Opowiada ona o Walentynie z Terni, który przypłacił życiem za pomaganie żołnierzom armii Cesarstwa Rzymskiego. Podobno udzielał im ślubów, a było to zakazane, jako że według cesarza Klaudiusza II, małżeństwo rozpraszało walczących i przyczyniało się do spadku ich wydajności na wojnie. 

Niestety kara, jaka spotkała za to Walentego okazała się być najsurowsza, bowiem na mężczyźnie dokonano egzekucji, a miało się to wydarzyć właśnie 14 lutego. Według innych legend Walenty z Terni zakochał się w córce swojego współwięźnia (której podobno przywrócił wcześniej wzrok) i w przeddzień swojej śmierci napisał jej krotki liścik, podpisany „od Twojego Walentego” (brzmi znajomo, prawda?). Tutaj muszę jednak zaznaczyć, że znalazłam źródła, rozróżniające obie te historie jako oddzielne, dotyczące dwóch różnych Walentych. 

Historia walentynek – ciąg dalszy

Jeżeli chodzi o Luperkalia, to zostały one zniesione w V wieku przez papieża Gelazego I, który w zamian ustanowił 14 lutego dniem św. Walentego. W średniowieczu dosyć popularne były zatem pozdrowienia walentynkowe kierowane do ukochanych i przyjaciół, jednak wciąż inne od obecnej formy. 

Kolejnym etapem w historii walentynek były literackie wzmianki o dniu miłości, które po raz pierwszy pojawiły się dopiero w XIV wieku za sprawą angielskiego pisarza Geoffrey’a Chaucera i jego Sejmu Ptasiego

W tym miejscu warto dodać, że w średniowiecznej Francji i Anglii datę 14 lutego uważano za początek okresu godowego ptaków. Prawdopodobnie właśnie to natchnęło Chaucera do stworzenia tego utworu. Autor pisał w nim o walentynkach tak:

For this was sent on Seynt Valentyne’s day / Whan every foul cometh ther to choose his mate. 

Co więcej Chaucer twierdzi, że Święto Miłości powinno być właśnie w środku zimy, aby rozgrzać zmarznięte serca i dodać otuchy odczuciem, że już niedługo nadejdzie wiosna. 

Następny był William Shakespeare, który wprost wspomina o Dniu Świętego Walentego, jako Dniu Zakochanych. W Hamlecie Ofelia śpiewa piosenkę:

Tomorrow is Saint Valentine’s day.

All in the morning betime,

And I a maid at your window,

To be your Valentine.

Ta część historii walentynek brzmi już bardziej romantycznie, prawda? Niewątpliwie ci dwaj angielscy pisarze przyłożyli rękę do zmiany nastroju tego lutowego święta, ponieważ przełom XIV i XV wieku to czas narodzin pierwszej walentynki w znanej nam dzisiaj formie. Zawdzięczamy ją Karolowi Orleańskiemu, francuskiemu księciu, który został wzięty do niewoli na 25 lat, zostając tym samym odseparowanym od swojej ukochanej na ponad dwie dekady. Biedak napisał dla niej miłosny poemat właśnie z okazji walentynek. 

Kilka lat póżniej Henryk V zatrudnia na swoim dworze poetę, aby ten stworzył miłosny liścik dla Katarzyny de Valois. Tak właśnie narodziła się tradycja obdarowywania ukochanych “walentynką”. Jednak dopiero to, co wydarzyło się kilka wieków później, na dobre zmieniło historię Dnia Zakochanych. 

Esther Howland – królowa (komercjalizacji) walentynek

W naszej walentynkowej opowieści dochodzimy do momentu, gdzie wszystkie elementy powoli się łączą – od Luperkalii, poprzez świętego męczennika i romantyczne poematy, aż do odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że walentynki są tak skomercjalizowane. Odpowiedzialna za to jest Esther Howland – angielska przedsiębiorczyni. Jej ojciec prowadził własną księgarnię i sklep papierniczy. Interes szedł na tyle dobrze, że mężczyzna mógł wysłać córkę do prestiżowej szkoły dla dziewcząt w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam Esther wpadła na genialny pomysł, który wkrótce przerodził się w niezwykle dochodowy biznes.

Zwyczaj walentynek został przywieziony do USA za sprawą niemieckich imigrantów, jednak utrzymywał się w bardzo skąpej, w porównaniu do Europy, formie. Powodem tego były niezwykle wysokie koszty importu materiałów, niezbędnych do tworzenia kartek (jednocześnie rewolucja przemysłowa w Stanach dopiero się rozwijała, a zatem nie było tam możliwości produkcji własnej). Esther widząc, jak mimo wszystko walentynkowa tradycja jest chętnie przejmowana przez mieszkańców USA, wyczuła “dziurę” na rynku papierniczym, którą połowie XIX wieku postanowiła wypełnić z pomocą swojego ojca, który zapewnił jej wysokiej jakości materiały. 

Howland rozpoczęła swoją własną działalność, od początku opartą na oryginalności i różnorodności projektów kartek walentynkowych. Szybko zwerbowała znajomych do udziału w biznesie, dostarczając im dokładne instrukcje tworzenia produktów. Kartki, jakie można było u niej zamówić, dostępne były dla każdego. Najtańsze kosztowały kilka centów i były dosyć minimalistyczne, wciąż jednak wabiące kreatywnością Esther. Te najbardziej wyszukane mogły kosztować nawet kilkadziesiąt dolarów. Idąc za ciosem, Howland stworzyła także książeczki z sentencjami, które jej klienci mogli wykorzystać do uzupełniania i personalizacji swoich walentynek. Powszechna dostępność, oryginalność i bezproblemowe podążanie za potrzebami klienta doprowadziły działalność Esther Howland do ogromnego sukcesu, który zresztą stał się inspiracją dla wielu innych firm papierniczych.

źródło

Z czasem do tradycyjnych kartek i liścików zaczęto dołączać także drobne upominki lub kwiaty, które miały podbić serce ukochanej lub ukochanego. Walentynkowy szał zaczął wychodzić poza przemysł papierniczy – firmy prześcigały się z pomysłami ofert z okazji Dnia Miłości. 

Dzisiaj już w styczniu sklepy płynnie przechodzą ze świątecznych ofert do tych walentynkowych, a liczba sprzedawanych kartek na tę okoliczność sięga setek milionów, chociaż prawdopodobnie najczęściej wybieramy słodkości do obdarowywania swoich połówek.

Bibliografia:

https://en.wikipedia.org/wiki/Saint_Valentine

https://www.foxnews.com/lifestyle/how-did-valentines-day-become-commercial-boom

https://blog.hubspot.com/marketing/history-of-valentines-day-marketing

https://www.history.com/topics/valentines-day/history-of-valentines-day-2

https://www.massmoments.org/moment-details/first-american-made-valentines-sold.html

Recommended Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *