Inny język to inna wizja życia.

Federico Fellini

O tym, dlaczego warto uczyć się języków obcych, jak się ich uczyć i o skutecznych metodach powstało już tyle materiałów, że spokojnie pokrylibyśmy nimi przynajmniej jedną półkulę ziemską. Na wyciągnięcie ręki mamy narzędzia, dzięki którym osiągniemy upragniony efekt znajomości danego języka, a potem podeprzemy to solidnie jednym z dostępnych certyfikatów. Mam jednak wrażenie, że wciąż za mało mówi się o psychicznym aspekcie tego, jak mówić w języku obcym — o trudnościach związanych z przełamaniem się czy procesie zanurzania w obcojęzycznym środowisku. Szkoda, bo uważam, że ten element odgrywa niezwykle istotną rolę w całym skomplikowanym procesie nabywania języka obcego, a także odnajdywania się w innej rzeczywistości.

Od roku pieczołowicie obserwuję swoje własne poczynania z językiem angielskim. Mam to szczęście, że mogę się go uczyć, mając z nim bezpośredni kontakt, ponieważ mieszkam w Irlandii i mój chłopak także jest anglojęzyczny, o czym pisałam tutaj. Początki były jednak bardzo trudne, o czym dokładniej przeczytacie w dalszej części artykułu. Podzielę się swoimi spostrzeżeniami o pułapkach i trudnościach związanych z używaniem języka obcego w jego naturalnym środowisku oraz wskazówkami, jak sobie sobie z nimi radzić i w pełni cieszyć się poznawaniem tej innej wizji życia 🙂

1. Bariera językowa

Tego aspektu nie można pominąć, mówiąc o mówieniu w języku obcym. Z tym problemem zmagają się nawet ci, którzy świetnie znają dany język. Źródeł bariery może być wiele: obawa przed popełnieniem błędu, niezrozumieniem, wstyd czy po prostu fakt, że język obcy brzmi w naszych ustach… obco. Dłużej utrzymująca się bariera powoduje w nas frustrację (no przecież ja wiem, jak to powiedzieć!), obniżenie poczucia wartości czy ogólny stres, bo mieszkając w za granicą w każdej chwili możemy zostać „wywołani do tablicy”, czyli włączeni w jakąś sytuację komunikacyjną, wymagającą odpowiedniej reakcji.

Moja bariera była tak silna, że przez pierwsze tygodnie nie odpowiadałam nawet na zwykłe how are you? w sklepie, komunikując się wyłącznie uśmiechem i chodziłam wszędzie na nogach, ponieważ w Irlandii za przejazd komunikacją miejską płacimy u kierowcy, zatem trzeba… no właśnie, powiedzieć, dokąd chce się jechać. W pewnym momencie uświadomiłam sobie jednak, że długo tak nie pociągnę, a brak komunikacji w takich sytuacjach sprawia, że czuję się jeszcze bardziej obco.

Jak sobie z tym poradzić?

Zaczęłam małymi krokami. Po pierwsze, mówiłam sama do siebie, czytałam na głos itp. co pomogło mi oswoić się z moim głosem, wypowiadającym obce słowa. Po drugie, przestałam unikać okazji na krótkie rozmowy z lokalsami — w sklepie, kawiarni, z sąsiadami, co pozwoliło mi powoli przekraczać strefę komfortu, a przez to zwiększać pewność siebie. Po trzecie, jeśli czegoś nie rozumiałam, zamiast palić głupa i udawać, że jest inaczej, wprost przyznawałam, że nie rozumiem, bo nie mówię dobrze po angielsku. Ten prosty komunikat rozładowuje atmosferę, a moi rozmówcy wiedzieli, że powinni mówić wolniej.

2. Mieszanie języków

Żyjąc za granicą, żyjemy w rozkroku między jednym językiem a drugim, a w naszym umyśle budują się różne lingwistyczne doświadczenia, które, mam wrażenie, po prostu sobie wiszą gdzieś w pamięci, a my sięgamy po nie, czasem totalnie na oślep. To z kolei skutkuje tym, że mieszamy język ojczysty z drugim (i na odwrót, ale wstawki z języka obcego do ojczystego uchodzą za bardziej cool ;)), zwłaszcza, kiedy jesteśmy zamyśleni (a myślimy przecież w języku pierwszym).

Bardzo często zdarza mi się, że próbuję sobie coś przypomnieć podczas rozmowy po angielsku i, w momencie gdy mi się to udaje, krzyczę: WŁAŚNIE albo DOKŁADNIE! Inna przykład, kiedy jestem na czymś skupiona i nie dosłyszę, co ktoś do mnie mówi: większe jest wtedy prawdopodobieństwo, że odpowiem co? albo proszę? niż sorry?. Wychodząc w zimie z domu, wypalam: Jezu, ale zimno!, a, na pytanie czy chcę coś zjeść, reaguję, nie, nie, dzięki. Niby wydaje się, że to nic takiego, ale, na początku zdarzało mi się bardzo często i czasem czułam zakłopotanie, co rozpraszało moją uwagę w dalszej komunikacji.

Jak sobie z tym poradzić?

Przede wszystkim uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie jakieś 90% mojego otoczenia także jest przyjezdna i nieważne czy mieszkają tu pół roku, czy 10 lat — każdemu z nich zdarza się dokładnie to samo! Mieszają języki, zdarza im się pomylić, przejęzyczyć. I podobnie, jak ja… nie zwracają totalnie żadnej uwagi na pomyłki rozmówcy. Doszło do mnie, że sama robię z tego kłopot. I nawet jeśli przychodzi moment zażenowania, zwłaszcza jeśli coś takiego zdarzy się przy kimś nieznajomym, to o wiele łatwiej jest się po prostu do siebie uśmiechnąć i wczuć się w rozmowę zamiast drążyć popełniony błąd.

3. Emocje na wodzy

Wyrażanie emocji w języku obcym to dla mnie chyba najtrudniejsza rzecz po pokonaniu bariery, szczególnie na płaszczyźnie związku. Ale to nie jedyny przypadek, bo problemem może okazać się każda pierwsza reakcja. Np. ocena filmu, który cię ekstremalnie zachwycił (albo zupełnie przeciwnie), opowiedzenie żartu sytuacyjnego albo o tym, że ktoś cię mocno zranił. W języku angielskim dosyć trudno jest także mówić o swoim nastroju. Na pytanie co słychać? w języku polskim możemy odpowiedzieć: w porządku, a spoko, leci, leci, pomalutku, stara bieda, po staremu, nie narzekam, aaa, daj spokój. W języku angielskim najczęściej usłyszysz za to: good, fine, alright, no complaints. No i jak po takim radosnym wstępie mam mówić o największych ciężarach mojego życia?! Nie mówiąc już o kłótniach, kiedy emocje są gorące, atmosfera wybuchowa i chciałbyś tyle powiedzieć, ale w tym momencie po prostu nie możesz znaleźć odpowiednich słów.

Jak sobie z tym poradzić?

Przygotowywałam sobie krótkie teksty o swoim ukochanym oraz znienawidzonym filmie/książce/czymkolwiek i… uczyłam się je opowiadać. Chodzi o to, żeby opracować sobie „szkielet” wypowiedzi, który w odpowiedniej chwili po prostu wypełnimy. Ta metoda pomoże ci zorganizować myśli, podszlifować słownictwo, a ćwicząc opowiadanie ich na głos, podbudujesz pewność siebie. Możesz również po każdym obejrzanym filmie zastanowić się (oczywiście w języku obcym), co powiedziałbyś o nim do swoich znajomych. Zresztą samo oglądanie obcojęzycznych filmów może cię wiele nauczyć. Podejrzyj aktorów w scenach kłótni, krytyki, czy komików podczas stand-upu i spróbuj wychwycić słownictwo i zwroty, jakimi się posługują.

Na spokojnie

Generalnie odnalezienie się w obcojęzycznej rzeczywistości nie jest drogą usłaną różami. Znajomość języka to tylko pierwszy etap. Potem musimy także zrozumieć kontekst kulturowy, pewne zwyczaje, a przede wszystkim, regularnie wykraczać poza własne granice komfortu. Mówienie w języku obcym jest na początku trochę, jak poruszanie się na oślep, dlatego stres jest tutaj całkowicie zrozumiały. Najważniejsze jednak to dać sobie trochę czasu na oswojenie we własnym tempie i być dla siebie szczególnie wyrozumiałym w tym trudnym, ale bardzo ekscytującym procesie 🙂

13 komentarzy

    1. Rozumiem dokonale, sama miałam ten sam problem 🙂 Dlatego polecam czytanie czy oglądanie albo słuchanie – choć nie są to czynności bezpośrednio związane z aktywnym mówieniem, buduje w naszej pamięci pewne wzorce, które potem zdecydowanie ułatwiają tworzenie zdań!

      Basia
  1. Myślę, że najważniejsze to pokonać strach i po prostu mówić ☺️ Nikt przecież nie będzie się z nas śmiał, jak będziemy próbować się porozumieć, tylko nas naprowadzi, pomoże. Ja będąc za granicą wiem co chce powiedzieć, wiem jak to powiedzieć (często łamiąc przy tym język, ale rozumieją ☺️) problem pojawia się jak ktoś do mnie coś mówi – po prostu nie rozumiem go. Muszę więcej ćwiczyć rozmowy ☺️

    1. Dokładnie, nikt nie będzie się śmiał, a wręcz przeciwnie – ludzie są szczęśliwi, że próbujesz mówić w ich języku i stają się bardzo życzliwi 🙂 problem jest wyłącznie w naszym umyśle, jednak, choć pozorny, potrafi ostro namieszać!

      Basia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *